Wspomnienia ucznia

(pisownia oryginalna)

Moje wspomnienia i przeżycia szkolne w Węglówce , refleksja ......88 letniego człowieka .

W roku 1929 poprowadził mnie brat Teodor do ,,zapisu'' w szkole w Węglówce . Przyjmował mnie ówczesny kierownik szkoły Jan Michnowski, polecając mi mówić głośno a.... później beee . Tyle pamiętam i to był mój pierwszy egzamin wstępny .
W klasie drugiej udaliśmy się całą szkołą na wycieczkę ,,mury''. Z góry Kiczara bardzo dawno oberwało się zbocze, odsłaniając tam z daleka widoczne, poukładane poziomo warstwy kamieni wyglądających jak by to był mur . Stąd ta powszechnie używana nazwa. Obecnie ,,mury '' zarosły drzewami i są niewidoczne.
Stamtąd dróżkami leśnymi i polnymi idąc grzbietem góry Kiczara udaliśmy się do ,,cyganów''. Na styku granic Węglówki i Wysokiej , daleko pod lasem zamieszkiwali w trzech domach cyganie. Ładnie nam zagrali skoczną melodie na skrzypcach i basach. Moje wielkie poruszenie i zdziwienie zostało wywołane tym, że kierownik szkoły Jan Michnowski i Anna Zaręba, tańczyli. Ja myślałem wówczas, że tańczy się tylko na weselu .
W klasie trzeciej nasz wychowawca Wagner (imię?) zorganizował w styczniu pójść pieszo do kina w Krośnie na niemy film pt. ,,Narodzenie Pana Jezusa i Jego Życie''. Wyruszyliśmy po lekcjach o g.13 , grupą około 15 uczniów , aby zdążyć na seans o g. 16. Mieliśmy miejsca stojące na balkonie , w Sali Stowarzyszenia Sokoła. W drodze powrotnej między Krosnem a Korczyną opadłem z sił i zacząłem odstawać od grupy . Nauczyciel zauważył to , polecił starszym chłopcom wziąć mnie pod ręce i tym pomóc mi w pokonywać drogę. Po niedługim czasie zaczęli odstawać moi rówieśnicy Michał Chudoba i Tadek xxxxxx . Trzeba było znowu pomocy starszych chłopców. Nasz nauczyciel, udał się z nami do szkoły (męskiej) w Korczynie i tamtejszy kierownik szkoły p. Kozioł, zaprowadził nas do ogrzanej klasy i poczęstował nas chlebem i miodem z własnej pasieki. Pamiętam mu to dozgonnie, do domu w Węglówce wróciliśmy około północy . Do szkoły na g.8 rano trzeba się było wstawić. Zastanawiam się czy ktoś z rodziców obecnie zdecydował by się puścić swoje dziecko na tak długą drogę , zimową porą. Przecież to 14 km w jedną stronę a w sumie trzeba było pokonać 28-30 km by oglądnąć film . A jakie to było poświęcenie i ryzyko nauczyciela? A jednak było! W klasie czwartej pod koniec roku szkolnego chodziliśmy na wycieczkę do zamku odrzykońskiego ,,Kamieniec'' wspinając się ścieżkami przez Górę Królewską. Co to była za frajda! Śpiewy! Radość ze wspinaczki po ruinach zamku. Niezapomniane widoki na Krosno.
W klasie piątej, kilkoma furmankami zaprzęgniętymi po parze koni do wozu, wystrojonego konarami lipy i przymocowanymi do nich różnokolorowymi papierowymi wstążkami ruszyliśmy spod szkoły do Krosna. Zwiedzaliśmy kościoły, oglądaliśmy pomnik Ignacego Łukasiewicza oraz hutę szkła. Niezapomniane wrażenia pozostały w mojej pamięci na zawsze. Szczególnie zapamiętałem to, gdy na organach w kościele o. Franciszkanów zakonnik zagrał nam melodię krakowiaka. Myślałem bowiem, że w kościele można grać tylko melodie nabożne.
W klasie szóstej (ostatniej) ruszyliśmy pod koniec roku szkolnego również wystrojonymi furmankami na wycieczkę do Miejsca Piastowego. Tam zwiedzaliśmy kościół a szczególnie dokładnie szkołę zawodową prowadzoną przez zakon Michalitów.
I tak to zostało zapisane w mojej pamięci. Wrażenia, klimat, beztroska z tamtych nieodwracalnych czasów młodości szkolnej.

Jako dług wdzięczności, chcę wyrazić w kilku zdaniach byłemu kierownikowi szkoły p. Władysławowi Wianeckiemu. On to bowiem pokierował moim postępowaniem. Zainspirował posłanie mnie „w świat" . W porozumieniu z moim bratem starszym ode mnie o 23 lata, skierowano mnie do klasy siódmej szkoły powszechnej w Krośnie – Krościenku Niżnym . Mówił nam często na lekcji , że chciałby nas wychować tak by nie wskazywano na nas palcem , że jesteśmy ze wsi. Zabierał mnie a później mojego kolegę Tadka Szufiata ze sobą, jadąc furmanką w sprawach służbowych do Kuratorium w Krośnie . Wstępowaliśmy na herbatę i ciastka do cukierni w rynku. Załatwiał tez zakupy w Księgarni Nauczycielskiej do naszego sklepiku szkolnego.
W szkole zakupił stół i piłeczki do ping - ponga , gdzie graliśmy po lekcjach długimi godzinami . Urządził też przy pomocy rodziców i nas uczniów boisko sportowe na podwórzu szkolnym . Była sala do ćwiczeń cielesnych – ruchoma , wznoszona lub opuszczona według potrzeb. Była urządzona skocznia w dal i wzwyż. Największa frajda to była gra w siatkówkę. Zakupił tez 2 ręczne piłki i siatkę. Z gry tej korzystali też młodzi mężczyźni w niedzielę . Na ówczesne czasy była to wielka nowość, wydarzenie . W klasie siódmej w Krośnie – Krościenku N. takich urządzeń i rozrywek nie było. Miałem też obowiązek odwiedzać kier. szkoły p. Wianeckiego ilekroć przychodziłem do własnego domu na niedziele, święta czy jakiejś innej okoliczności. Wypytywał o moim samopoczuciu w nowym środowisku, o postępach w nauce, o mojej „stancji" u pani Frugowej. Sądzę, że nie przynosiłem mu wstydu.
W roku szkolnym 1937/1938 przepisano go do szkoły w Korczynie. Odwiedziłem go tylko raz, gdyż po wakacjach w 1937 roku skierowano mnie do pracy w zakładach przemysłowych H. Cegielski w Rzeszowie.
Pan Wianecki, jako oficer został zmobilizowany do wojska w sierpniu 1939 roku. Zginął na wojnie. Poszukiwałem go, rozpytując znajomych i rodzinę w Krośnie – bez skutku. W spisie pomordowanych oficerów w Katyniu nie figuruje . Jego wskazówkami kierowałem się często w życiu .
Moja Matka Katarzyna ur. 14.4.1879 r. w Komborni została sierotą mając 7 lat. Zaopiekował się nią jej wuj Jan Witalis (senior) i w raz z młodszym od niej o 3 lata bratem Marcinem zabrał ich do swojego domu w Węglówce. Matka została w Węglówce do śmierci. Zmarła 6.12.1966 roku i jest pochowana na tamtejszym cmentarzu . Jej brat Marcin po powrocie z I wojny światowej ożenił się na Krościenku Wyżnym i tam założył rodzinę. Pochowany jest wraz ze swoja żoną i córkami, na cmentarzu w Krościenku Wyżnym,.
Ród Długoszów skończył się w Węglówce w roku 1971 , po śmierci mojego brata . Pochowanego na cmentarzu wraz ze swoja żona Ireną .
Moja matka była osobą niepiśmienną , analfabetką ale powtarzała mi często ,,ucz się mój synu. Co się nauczysz, woda nie zabierze, ogień nie spali ''. Nie była to jej własna myśl, ale zasłyszana i przyswojona. Jakże nadal aktualna. Cóż tu jeszcze mogę dodać, po wojnie pracując w przemyśle uzupełniałem swoje wykształcenie, kończąc szkołę średnią i studia wyższe - Uniwersyteckie. Wspominałem już o moim koledze Tadku Szyfłacie , z którym wyruszyliśmy z Węglówki w świat. Tylko nas dwóch z klasy szóstej. On poszedł do klasy siódmej w Korczynie, a ja do Krosna – Krościenka Niżnego. Tadek wpisał mi się do szkolnego pamiętnika (posiadam go) krótkim wierszykiem!
"Gdziekolwiek losy Cię rzucą
Niech czuwa nad Tobą Bóg
I niech Ci zawsze drogim będzie
Rodzinnej chaty próg."
Zginął na wojnie 14 kwietnia 1945 roku. Żal! I progu rodzinnego już nigdy nie przekroczył. Na tym pora kończyć Moje bardzo miłe wspomnienia z lat szkolnych spędzonych w Węglówce.
Będę bardzo rad, jeżeli te wspomnienia i zdjęcia posłużą do uzupełnienia kroniki szkoły i przybliżą ówczesne, skromne, biedne czasy młodzieży szkolnej.
Łączę pozdrowienia dla p. Dyrektor, Grona Nauczycielskiego i Wszystkich Uczniów.
(podpis)
Wrocław 7.3.2010r.

Przytaczam znane mi nazwiska grona nauczycielskiego:
Jan Michnowski – kier. szkoły od ? do 1931 roku.
Anna Zaremba – nauczycielka
Zygmunt Radek – kier. szkoły od roku 1931 – 1934
(Imię?) Walosiewiczówna – nauczycielka
(Imię?) Buczek – nauczyciel
Władysław Wianecki – kier. szkoły od roku 1934 – 1937
(Imię?) Bielańska – nauczycielka
(Imię?) Stec – nauczyciel.

Rok 1932 - zdjęcie wykonane poza szkołą, przedstawia pierwszych w Węglówce, ówczesnych gimnazjalistów (półleżących) Andrzeja i Piotra Orszaków (bracia) (oraz stojących) Włodzimierza i Jana Motowylaków (również bracia), wszyscy ubrani w obowiązujących mundurkach, siedzący w środku - Mirosław Szufłat, nad nim Emilian Winiarski. Siedzący od prawej - mirosław Orszak, Modest Długosz (w głębi), Eufemia Szufłat, Katarzyna Orszak (nad nią mąż) Onufry Orszak - ojciec Andrzeja i Piotra. Ewa Szufłat, Łukasz Orszak, Mikołaj Szufłat (s. Grzegorza). Chłopcy w odieży świątecznej, ale boso!